piątek, 7 listopada 2025

BYCZY KSIĘŻYC

 Księżyc w znaku byka, to jest właśnie księżyc Żukowej Mamy. Robi takie wrażenie, że zostaje w pamięci długo przed i po swoim apogeum bliskości.

W wypadku Żukowej Mamy powstał obrazek.  
No musiał....
Powstał z przeznaczeniem do sypialni, by oczy otworzyć
i zobaczyć pastelową bajkę o bujaniu z księżycem.



Wtopiona w fotel bujany
Pleciony ze wspomnień
Uśmiechów
I marzeń
Kołyszę się
Bujam
Z księżycem

Przecież nie może być szczęśliwiej.

Odchylam głowę w tył
By zachłysnąć się ciemniejącym błękitem
Pochylam głowę
By w dół
Na ziemię
Patrzeć z przymrużeniem oka

          No przecież nie może być szczęśliwiej.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i był czas "zaduszkowy"... Jak nigdy, Żukowa Mama nie była smutna czy nawet
melancholijna na smutno. Jakoś tak dobrze jej było z portretami, zdjęciami i bandą świec różnej maści. [Ktoś jej kiedyś powiedział, że nie mógłby żyć ze zmarłymi...]. Wiadomo, różnie bywało, ale kochamy nadal.
I są zapiski Żukowej Mamy z rozmów nie tylko w snach. Choć w nocy ukochani zmarli są niezwykle aktywni...

Plątają się dusze różne po domu Żukowej Mamy. Ma z nimi wesoło. W snach robią akcje, których Żukowa Mama nie wymyśliłaby. Rozbudowuje je więc za dnia, by nie uciekł wątek.

  Bunia, bez aureoli, zatroskana o rozwój wypadków...
- To nie wypada - mówi i grozi palcem - jesteś stara i po co ci czerwono/niebieskie buty... Ogarnij się!

  Siostra przygląda się szeroko otwartymi oczami.
- Teraz widzę, że zawsze chciałaś tylko sobą być. W swoim tempie...(tu zamieściła na ustach ironiczny uśmieszek). Być akceptowana ze wszystkim co w sobie miałaś. A nikt tego nie dostrzegał. Miałyśmy pasować do obrazka w solidnych ramach. Teraz jesteś. Tak, widzę to...
- Siostra a ty? - pyta Żukowa Mama.
- Hm, ja całe życie buntowałam się przeciw tej ramie. I co? I nic. Przegrałam ambicje koncentrując się na buncie a nie na sobie. Ale wiesz co? "Olewam to ciepłym moczem"... Jest jak jest. Niczego nie żałuję!
- Pozwiedzałaś trochę - (Ż.M.),- pisałaś trochę, nie było źle... Masz coś kolorowego do prania? Włączam pralkę.
- No przecież widzisz, że moje skrzydła poszarzały... Jak będziesz białe prała to daj znać.
- A ja ci te skrzydła mogę pomalować... Piórko niebieskie, piórko żółte, piórko zielone....
- Uważaj, żebym ja ci nie przymalowała...

  Czasem pojawi się któryś mąż Żukowej Mamy, a nawet tato. Ale oni zawsze gdzieś w tle, nie prowokują do "poważnych rozmów".
Najczęściej Ż. M. to z siostrą rozmawia. Można z nią o wszystkim. Ostatnio była obrażona bo Ż.M. nie chciała napić się z nią "szarej na myszach"...
- Świętoszka - mówiła - zawsze mnie to u ciebie wk....ło.

Żukowa Mama uśmiecha się czule. Kocham was i wcale mi z wami nie smutno - mówi sama do siebie. - Odwiedzajcie mnie ile wlezie. Przynajmniej wiem, że istnieją jakieś zaświaty i jest szansa, że spotkamy się w małej knajpce "Pod chmurką", a w szklaneczkach będzie "cola z mięskiem"....

Taki to czas, że Żukowa Mama, więcej niż zwykle przebywa we wspomnieniach.
Ale są to momenty i momenciki. Nie grozi jej "zabujanie" całkowite w poświacie księżyca ;)

             









3 komentarze:

Frau Be pisze...

Co to jest cola z mięskiem?

maradag pisze...

Cola z mięskiem to .... wiski z colą. To powiedzenie z kręgów mojej siostry. ( Kiedyś Renia zażyczyła sobie w/w i szwagier przyniósł jej w szklance colę z udkiem kurczaka... wędzonym zresztą)

Frau Be pisze...

To ja kiedyś zażyczyłam sobie kawę z nabiałem. Wujek powiedział: "Dobrze, wrzucę ci jajko". Zdążyłam temu zapobiec 😅

Nie ma to jak księżycem być

        Chciała mieć niebieski dom. Najlepiej gdzieś na księżycu, gdzie słychać byłoby nokturny Chopina. Chciała mieć ciszę księżycową, gdzi...