sobota, 18 października 2025

POWRÓT ŻUKOWEJ MAMY


   Trochę zatęskniłam za pisaniem... (no i pogoniła mnie też Jo). Miałam jednak dylemat, czy zacząć całkiem na nowo, czy wrócić do Żukowej Mamy. Wyszło 
pół/na pół.... Chciałam "Mary czary" odgrodzić grubą krechą i pisać jako Żukowa Mama, ale tak pokręciłam z nową szatą, że szkoda gadać...

 Ostatnio rozsypałam się na kawałki próbując zrozumieć ten świat poza moim.
Próbując brać udział w nim,
Próbując uczestniczyć...
Nikomu nie wyszło to na dobre.
Tak więc ponosząc emocjonalną katastrofę stwierdziłam, że to wszystko nie ma sensu i zaczęłam koncentrować się na tym co, (być może), robię dobrze...
Bo co się porobiło, to już się nie odstanie.

Ale przy okazji moich robót ziemno/budowlanych,(i innych fanaberii), stwierdziłam, że w głowie opisuję to sobie w stylu Żukowej Mamy... I doszłam 
do wniosku, że Żukowa Mama to jest jakaś marka (?)...
Ale dość filozofowania. Do brzegu!

     PRZEDJESIENNE PORZĄDKI GRÓDKOWE

Żukowa Mama postanowiła wprowadzić choć troszkę systemu do dzikiego, wiejskiego ogródka w Gródku. Pewno jej się to nigdy nie uda mając w głowie artystyczny chaos. Ale próbuje.
Zaczęła od zainstalowania małej pergoli w przyszłym rozarium. Upięła co ma się tam piąć i postanowiła wykarczować agresywne gałęzie dzikiej jeżyny po prawej stronie. Nie było łatwo, bo trzeba wejść na wzgórze wspomnień, (w klapkach..).
Ilustracja:

Jak widać "upadła madonna" rąbnęła plecami w największy kamulec w zestawie.





Kiedy Ż. M. mogła już oddychać, próbowała skończyć zaczęty pogrom groźnych jeżyn. Lecz gdy stary płot znów zakołysał się, uruchomiła się wyobraźnia. Przedstawił jej się obrazek, jak wpada na kawę do sąsiadów... razem z płotem.

...i własną ulubioną filiżanką...
Po dwóch dniach plecy przestały boleć na tyle, by Żukowa Mama mogła 
się schylać. Zabrała się więc za lewą stronę pergoli, by posadzić nowe 
sadzonki róż.
Należało zacząć od wykopania/usunięcia "padłej" róży. 
Oto efekt:

Jak widać - upadek poprawiający poprzedni upadek...

Ale nowe róże wsadzone. I skończyło się sukcesem. Żukowa Mama wykonała kawałek założonego wcześniej planu.



P.S. Nad formą nowego bloga jeszcze pracuję. Ale jestem optymistką, 
czego i Wam serdecznie życzę.



4 komentarze:

Ultra, bezpukania.eu pisze...

Dawno tak się nie ubawiłam pracą rysunkową w ogrodzie. Masz dar nie tylko rysowania, lecz także dowcipnego przedstawiania ciężkiej pracy z reorganizowaniem roślinek w domowej przystani. Czekam na dalszą dawkę humoru.
Zasyłam serdeczności

Frau Be pisze...

Ech, żebym to ja miała Twoje talenta...

maradag pisze...

Kobieto! No przecież masz inne talenty. I umiesz je zaprezentować. A ja nie potrafię wyjść do "żywych" ludzi. Boję się. A tutaj jest ok.

maradag pisze...

No, pisze się powoli... :)

Nie ma to jak księżycem być

        Chciała mieć niebieski dom. Najlepiej gdzieś na księżycu, gdzie słychać byłoby nokturny Chopina. Chciała mieć ciszę księżycową, gdzi...