wtorek, 28 października 2025

JAK ŻUKOWA MAMA RADZI SOBIE Z JESIENNYM SPLINEM

 Normalnie. 
Remontuje.
Jakby nie było, zamieszkuje Żukowa Mama 4 lata w domku z Gródkiem.
No i rzeczy, które wydarzyły się w międzyczasie na w/w płaszczyźnie, albo znudziły się, przestały pasować lub nie sprawdziły się w praktyce.

Nowe pomysły czy nawet projekty powstały jeszcze latem, tuż po odmalowaniu "salonu". Reszta pomieszczeń zaczęła wyglądać blado, staro i niepraktycznie. 


Jak wynika z powyższego portretu, po punkcie O, przyszła kolej na sypialnię.
Żukowa Mama melduje, że przeszła punkt 1. oraz punkt 2. 
Kolej na punkt 3, ale teraz jest BARDZO DUŻA PAUZA.
Można więc coś napisać i nakryklać. Bowiem praca na kolanach wymaga solidnego przygotowania.

Żukowa Mama przypomina, że robi wszystko SAMA!
Wprawdzie bardzo powoli i ostrożnie, ale sama jest sama... I sama chciała...

W związku z tym przypomniało się jej wydarzenie z przed wielu lat, gdy 
Ż.M. była jeszcze zwykłą mamą.📩

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

REFLEKSJA Z PRZESZŁOŚCI ,(podczas pracy na kolanach).

Dawno, dawno temu, Dasia miała jednoosobową firmę, męża, dwoje bardzo nieletnich i zlecenia, które wykonywała w domu. Mąż 1-wszy, Rysiu, był organizatorem, "nagrywał" zlecenia i zwoził materiały do domu. Czyli Szef.

Trafiła się raz bardzo duża wymiarowo fucha. Jakieś 5 x 2, bilbord dla Huty Beldon.
Do współpracy zaprosiliśmy ówczesną ciółkę Elę.
Z dużego pokoju zostało wyniesione wszystko, oprócz wersalki, która stanęła pionowo w kącie. Na baczność. Albo na straży.
Rysiu sypiał wtedy na rozkładanym pufie w pokoju nielotów, a Dasia z Elą w małym pokoiku, pod rowerem i maszyną dziewiarską. T.z.n. na wielkiej maszynie dziewiarskiej zawieszony był rower, który normalnie mieszkał w przedpokoju. Lecz że sytuacja była nienormalna, to wiedzą państwo... 
Plansza była w dwóch kawałkach, ale po skonstruowaniu i wykonaniu całości nie chciała wyjść z sieni bloku... Wyszła przez piwnicę...


Nasz projekt składał się z zębatego tła i napisu dotyczącego Huty Beldon.
Nagle, podczas pracy nad tłem, Ela spasowała.
- Nie mogę, zęby (z tła) rzucają mi się do gardła...
    No więc co... trzeba iść na górkę. Na górce bowiem był sklep monopolowy.
Ela na taki spacer zabierała zazwyczaj Mateuszka i Lońkę (mały piesek, który miał brwi jak Leonid B.)
Zazwyczaj nabywany był "byczek" (Bycza Krew...), ale go tym razem nie było..
I tu odezwało się dasine dwuletnie dziecko:
- Ale ciocia, tam jest teatl!
   "Teatr" miał smak podobny do "byczka". Ten sam tembr... Ale jakie to było wino?... Było pomagające przetrwać kryzys... 

Te "zęby" były w proporcjach drobniejsze...

Nasz bilbord stał ładnych parę lat na trawniku dzielącym w środku drogę szybkiego ruchu Katowice - Sosnowiec.

W następnym odcinku powrócimy do remontów Żukowej Mamy. O ile znów autorce coś się nie przypomni/skojarzy....



sobota, 18 października 2025

POWRÓT ŻUKOWEJ MAMY


   Trochę zatęskniłam za pisaniem... (no i pogoniła mnie też Jo). Miałam jednak dylemat, czy zacząć całkiem na nowo, czy wrócić do Żukowej Mamy. Wyszło 
pół/na pół.... Chciałam "Mary czary" odgrodzić grubą krechą i pisać jako Żukowa Mama, ale tak pokręciłam z nową szatą, że szkoda gadać...

 Ostatnio rozsypałam się na kawałki próbując zrozumieć ten świat poza moim.
Próbując brać udział w nim,
Próbując uczestniczyć...
Nikomu nie wyszło to na dobre.
Tak więc ponosząc emocjonalną katastrofę stwierdziłam, że to wszystko nie ma sensu i zaczęłam koncentrować się na tym co, (być może), robię dobrze...
Bo co się porobiło, to już się nie odstanie.

Ale przy okazji moich robót ziemno/budowlanych,(i innych fanaberii), stwierdziłam, że w głowie opisuję to sobie w stylu Żukowej Mamy... I doszłam 
do wniosku, że Żukowa Mama to jest jakaś marka (?)...
Ale dość filozofowania. Do brzegu!

     PRZEDJESIENNE PORZĄDKI GRÓDKOWE

Żukowa Mama postanowiła wprowadzić choć troszkę systemu do dzikiego, wiejskiego ogródka w Gródku. Pewno jej się to nigdy nie uda mając w głowie artystyczny chaos. Ale próbuje.
Zaczęła od zainstalowania małej pergoli w przyszłym rozarium. Upięła co ma się tam piąć i postanowiła wykarczować agresywne gałęzie dzikiej jeżyny po prawej stronie. Nie było łatwo, bo trzeba wejść na wzgórze wspomnień, (w klapkach..).
Ilustracja:

Jak widać "upadła madonna" rąbnęła plecami w największy kamulec w zestawie.





Kiedy Ż. M. mogła już oddychać, próbowała skończyć zaczęty pogrom groźnych jeżyn. Lecz gdy stary płot znów zakołysał się, uruchomiła się wyobraźnia. Przedstawił jej się obrazek, jak wpada na kawę do sąsiadów... razem z płotem.

...i własną ulubioną filiżanką...
Po dwóch dniach plecy przestały boleć na tyle, by Żukowa Mama mogła 
się schylać. Zabrała się więc za lewą stronę pergoli, by posadzić nowe 
sadzonki róż.
Należało zacząć od wykopania/usunięcia "padłej" róży. 
Oto efekt:

Jak widać - upadek poprawiający poprzedni upadek...

Ale nowe róże wsadzone. I skończyło się sukcesem. Żukowa Mama wykonała kawałek założonego wcześniej planu.



P.S. Nad formą nowego bloga jeszcze pracuję. Ale jestem optymistką, 
czego i Wam serdecznie życzę.



Nie ma to jak księżycem być

        Chciała mieć niebieski dom. Najlepiej gdzieś na księżycu, gdzie słychać byłoby nokturny Chopina. Chciała mieć ciszę księżycową, gdzi...